wtorek, 3 lutego 2015

teatr lalkowy w Xalapie

Sama Xalapa jest dość dużym i kulturalnym miastem ze sporą tradycją teatru lalkowego. Przemiło przywitali nas lalkarze i aktorzy z miejscowego teatru "El Rincon de titeras". Zaprosili nas na spektakl prezentujący legendy afrykańskie. My w ramach wymiany podzieliliśmy się naszymi warszawskimi legendami. Bardzo im się spodobały :)
Pokazali nam swój warsztat i podzielili się sekretami teatralnymi.



wspólne zdjęcie z ekipą teatru "El Rincon de titeras" w Xalapie


A tutaj występ i warsztaty w miejscowej szkole w Rancho Viejo. Dzieciaki z zaciekawieniem oglądały i przeżywały dzieje Syrenki, Bazyliszka i Złotej Kaczki.










Rancho Viejo w Xalapie

Z głośnego przeludnionego Mexico City udaliśmy się na spokojne wiejskie Rancho Viejo pod miastem Xalapa, gdzie gości nas przesympatyczny Sebastian. Pomimo dość surowych warunków mieszkalnych (brak łazienki, ciepłej wody i internetu ;)) jest na tu bardzo dobrze. Można w końcu odetchnąć świeżym powietrzem i odpocząć od wielkomiejskich klimatów. Jak na wieś przystało przyrządzamy sobie posiłki na ogniu (takie są najpyszniejsze) i pijemy herbatę zerwaną z ogrodu.

A oto nasze włości:

 nasz pałac "la Querencia" w Rancho Viejo




 jadamy tu po królewsku :)


Mamy tez za sobą wyprawę do pobliskiej miejscowości w poszukiwaniu miejscowych cyganów, z którymi chcieliśmy przeprowadzić warsztaty. Udało nam się odwiedzić najbliższą plaże, jednak niezbyt sprzyjające warunki pogodowe (mała burza piaskowa) nie pozwoliły nam nad plażowanie. Za to sturlaliśmy się z wydmy i do teraz mamy jeszcze piasek w uszach.














czwartek, 29 stycznia 2015

Żegnaj DF i vamos a Xalapa

Nadchodzi powoli koniec naszego pobytu w stolicy Meksyku. Jutro ruszamy do Xalapy – następnego przystanku na naszej trasie.
W skrócie - Mexico City (inaczej DF czyli Dystrykt Federalny) jest ogromnym miastem, które zamieszkuje ponad 8 mln mieszkańców. Natomiast całe megalopolis liczy ok 22-25 mieszkańców. Jest tu mnóstwo świetnych muzeów i naprawdę dużo ciekawych miejsc do zwiedzenia. Dzielnice bardzo różnią się od siebie. Coyoacan, w którym mieszkaliśmy (ugoszczeni przez naszych przemiłych gospodarzy) uchodzi za jedną z najspokojniejszych i najbezpieczniejszych dzielnic. Natomiast w niektóre miejsca lepiej się nie zapuszczać. Złą sławą okryta jest dzielnica Colonia Doctores, gdzie w pewne uliczki nawet taxówki nie chcą wjeżdżać nocą.
Pomimo pięknych zabytków miasto ma swoje wady m.in. zbyt dużą ilość ludzi. Można się o tym przekonać jadąc metrem w godzinach szczytu. Ostatnio musiałyśmy przepuścić 11 pociągów metra zanim w końcu (z wielkim trudem) udało nam się wcisnąć do środka. Na dłuższą metę przeszkadzać mogą masy ludzkie przeciskające się do metra oraz smog i spaliny. Zaletą jest to że metro jest bardzo tanie. Pojedynczy bilet kosztuje jedynie 5 pesos (czyli ok 1,25 zł), niezależnie od długości jazdy i przesiadek. Sieć metra jest też dobrze rozwinięta, posiada ok. 12 linii.


widok na Mexico City z Tower LatinaAmerica

Nasz pobyt w Mexico City przedłużył się do 2 tygodni. Oprócz zwiedzania i rozrywek udało nam się kilka razy przedstawić nasz teatrzyk cieni.
Pokazaliśmy go m.in. naszym gospodarzom oraz przesympatycznym staruszków z Domu Seniora.
Głównym wydarzeniem jednak, dla którego zatrzymaliśmy się w stolicy był występ w Ambasadzie Polskiej połączony z warsztatami dla dzieci z małżeństw meksykański-polskich.
Nauczyliśmy ich też kilku polskich zabaw podwórkowych, m.in. „Gąski, gąski do domu” oraz „Krowa”.











Zmęczyła nas trochę stolica i nie możemy się już doczekać wyjazdu w rejony bardziej wiejskie, gdzie dzieci mają mniejszy dostęp do kultury. Tam jest większe zapotrzebowanie na nasze działania i czeka nas więcej roboty, więc już zakasujemy rękawy. Szukamy też cały czas meksykańskich i indiańskich legend do nowego spektaklu cieniowego. Pojawiło się trochę nowych kontaktów i narodziło kilka nowych pomysłów do wspólnej realizacji w przyszłości. Meksyk i inspiruje nas na każdym kroku i napełnią wolą działania.


ludzie czekający na metro

Ze śmiercią jej do twarzy

Dziś zagłębiliśmy się w ogromne markety w centrum miasta zwane Merced Mercado i Sonora Mercado. Można było znaleźć tam prawie wszystko od butów, zwierząt domowych, kur w klatkach, lalek Dzieciątka Jezus obok stoisk z lalkami Barbie oraz różnych ezoterycznych gadżetów, laleczek WooDoo, tajemniczych mikstur np. na miłość oraz siłę.
Naszą uwagę przykłuły wszechobecne figurki przedstawiające kostuchę w różnych rodzaju przebraniach, m.in. sukni panny młodej, cekinowych strojach lub oblepioną dolarami.
Jak wyjaśniła pani w sklepie- Meksykanie uwielbiają motyw śmierci, która wszędzie im towarzyszy jako nieodłączna część życia. Nie trudno zauważyć różnice w podejściu do śmierci dzielące kulturę meksykańską i polską, gdzie jest to temat tabu. Na pamiątkę dostaliśmy po malutkiej figurce śmierci, którą od dziś noszę w portfelu.
W kulturze meksykańskiej znana jest postać Catariny czyli właśnie śmierci pod postacią kościotrupa w kobiecej sukni i kapeluszu z piórami. W przeciwieństwie do naszej polskiej kostuchy Catarina uwodzi, zaprasza do świata zmarłych. Jej postać jest ikoną meksykańskiego Dnia Zmarłych czyli Dia del Muertos.














Za 20 pesos (czyli ok 5 zł) można poznać swoją przyszłość dzięki bazarowym wróżbitom. Przekonała się o tym Olga, która jako jedyna z nas miała odwagę zajrzeć w karty swojego przeznaczenia. Czy jednak można wierzyć takim wróżbom to inna sprawa.

Olga z wróżbitą

 Ania próbująca nowy przysmak - suszony owady





film „Hasta los huelos” pokzujący postać Catariny